Przenieśliśmy premierę z piątku na niedzielę i to zmieniło wyniki
„Najlepiej publikować we wtorek o 15:00.”
Tak twierdzi poradnik. Inne poradniki podają inne dni i godziny, każdy z taką samą pewnością.
Kiedy startowaliśmy z kanałem Lechnar, producenta wiązarów dachowych, też musieliśmy jakoś wybrać moment pierwszej premiery. Nisza była tak wąska, że nie istniały kanały, od których dałoby się to podejrzeć.
Wybraliśmy piątkowe popołudnie i mieliśmy do tego porządne uzasadnienie: film dostaje cały weekend na rozpędzenie zasięgu, a początkowy impuls wyświetleń ma dla algorytmu duże znaczenie.
Uzasadnienie było porządne. I błędne.
Analityka pokazała inny tydzień, niż zakładaliśmy
Po kilku tygodniach cotygodniowych publikacji zajrzeliśmy w statystyki zachowań widzów. Aktywność odbiorców tego kanału koncentruje się od niedzielnego wieczoru do środy. Piątkowa premiera oddawała filmowi na start dwa najsłabsze dni tygodnia.

Przenieśliśmy premierę na niedzielny wieczór. Razem z kilkoma innymi poprawkami, o których za chwilę, efekt wyglądał tak:
Jeden z kolejnych materiałów przebił tamten wynik dwukrotnie, a następny poszedł jeszcze wyżej. Kanał przestał zgadywać, kiedy mówić do swojej widowni, i zaczął to wiedzieć.
Dlaczego dzień premiery w ogóle ma znaczenie
Pierwsze godziny po premierze to test na małej próbce: YouTube pokazuje film części widowni i patrzy, co z nim zrobi. Jeśli premiera trafia w okno, w którym Twoi widzowie naprawdę siedzą na platformie, test odbywa się przy pełnej sali. Jeśli trafia w martwy punkt tygodnia, film zdaje egzamin przy pustych ławkach.
Dlatego uniwersalna „najlepsza godzina publikacji” nie istnieje. Okno aktywności jest cechą Twojej widowni, nie platformy. Ludzie z branży budowlanej oglądają YouTube w innym rytmie niż programiści, a poradnik pisany dla wszystkich nie wie, kim są Twoi widzowie.
Nie ma najlepszej godziny na YouTube. Jest najlepsza godzina Twojej widowni.
Błędne założenie nic nie kosztuje, dopóki jest hipotezą
Najciekawsze w tej historii nie jest to, że w końcu trafiliśmy, tylko to, że pierwszy strzał był nietrafiony i nic złego się nie stało. Piątek nie był naszą prawdą objawioną, tylko hipotezą do sprawdzenia. Kiedy dane powiedziały co innego, nie było czego bronić.
Groźna jest odwrotna sytuacja i widuję ją często: harmonogram ustawiony raz, na starcie, według cudzej rady, i nigdy potem nie sprawdzony. Kanał potrafi latami publikować w martwym punkcie własnego tygodnia i nikt się nie dowie, bo nikt nie zapytał analityki.
Co możesz sprawdzić u siebie w pięć minut
- 1).Wejdź na studio.youtube.com i zaloguj się na konto swojego kanału.
- 2).W menu po lewej stronie wybierz Statystyki.
- 3).U góry przejdź na kartę Odbiorcy.
- 4).Znajdź wykres „Kiedy Twoi widzowie oglądają YouTube”. Fioletowe pasy to godziny, w których Twoja widownia realnie siedzi na platformie.
- 5).Połóż obok godziny swoich ostatnich premier.
Jeśli te dwa obrazki się mijają, właśnie znalazłeś najtańszą poprawkę zasięgu, jaka istnieje: przesuń premierę i porównaj wyniki po kilku publikacjach. Nic nie trzeba nagrywać.
Teraz uczciwie to skomplikuję, bo to jest wierzchołek góry lodowej
Pierwsi widzowie premiery nie muszą w ogóle przyjść z YouTube. Częścią premier sterujemy sami: puszczamy film do ludzi z newslettera Klienta jeszcze przed publikacją albo kładziemy go tam, gdzie jego nisza naprawdę siedzi. Wtedy ogólna krzywa aktywności przestaje być najważniejsza, bo liczy się to, kiedy żyje tamta konkretna grupa.
To jest broń obosieczna. Zaangażowanie pierwszej fali widzów, zwłaszcza długi czas oglądania w pierwszych godzinach, ustawia algorytmowi oczekiwania wobec filmu. Jeśli sprowadzisz na start grupę, która ogląda żarliwie, ale nie przypomina widzów podsuwanych później przez YouTube, promowanie stanie w miejscu: kolejne fale nie potwierdzą obietnicy, którą złożyła ta pierwsza, wywołana przez Ciebie.
Dzień i godzina premiery to więc najprostsza warstwa tej decyzji. Pod nią siedzi pytanie, kto ma być na sali w pierwszych godzinach i czy ta sala przypomina resztę Twojej widowni. Ten wpis pokazuje wierzchołek. Góra jest większa.
Pierwsze założenie może być błędne. Groźne robi się dopiero wtedy, gdy nikt go nie sprawdza.

Chcesz sprawdzić, czy to podejście pasuje do Twojego biznesu?
Umów rozmowę