Podcast „Intymnie o Strategiach”
Framework „Jak Robić Rzeczy”
V. 3.6.4
Rozwijaj i zwijaj sekcje, żeby skakać od ogółu do szczegółu tak, jak potrzebujesz w danym momencie. Niżej ta sama treść w formie infografiki.
Jeśli Ci się podoba albo nie podoba ten materiał, napisz do mnie ([email protected]). Zawsze warto usłyszeć, co warto usprawnić.
→ wygrałem, bo włożyłem mnóstwo pracy
→ od każdego mogę się czegoś nauczyć
→ sufit stał się podłogą, gdzie jest kolejny?
Infografika powtarza treść frameworku; szczegóły każdego punktu rozwiniesz w tekście niżej.
1). Założenia wstępne
To kim jesteś (wg Ciebie) zależy od dowodów, jakie masz o sobie.
Skuteczne strategie osiągania celów różnią się w zależności od Twojego aktualnego stanu i podejścia. Twojego aktualnego Ja, tożsamości.
Wg badań Carol Dweck istnieją dwa główne stany, nastawienia:
Nastawienie na stałość (to wiara w to, że ludzie są jacy są, obrona Ego)
Przeważnie ten stan reprezentują niedoświadczeni, młodzi, buntowniczy ludzie. To nie reguła, nawet wśród największych i najbardziej doświadczonych sportowców znajdą się tacy, którzy mają to nastawienie.
Tu będą działać strategie nastawione na napierdalanie, głośne mówienie o tym, co się chce zrobić, aby nie było już odwrotu, i z tych strategii będzie się sączył testosteron.
To nastawienie może być dręczące, przeszkadzać w podejmowaniu działania, czy motywować do zaniechania działania.
Nastawienie na zmienność. Czyli albo wygrywasz i śmiertelnie się przy tym nudzisz, albo się uczysz i jesteś tym podekscytowany.
Cechuje przeważnie najlepszych w kategorii, „High performance People”. Ponieważ:
1). To podejście motywuje do działania (ponieważ działanie rozwija i nie trzeba tu bronić ego jak w stałości).
2). To podejście motywuje do działania na „granicy wytrzymałości / umiejętności”, bo zadania „proste” nie sprawiają przyjemności, nie są wyzwaniem (a działania podejmowane na granicy możliwości rozwijają najbardziej).
Pozwala na osiąganie w długiej perspektywie pozornie nierealnych wyników dla gatunku ludzkiego.
W tym nastawieniu: trenujesz po to, żeby być najlepszy, a nie po to, żeby udowodnić, że jesteś najlepszy.
Nastawienie, wiara, podejście może zmieniać się w czasie.
- Spontanicznie, przez bodźce zewnętrzne, ale bez Twojego wpływu.
- Możesz zmienić je „projektując” otoczenie. Przykładowo: zmieniając odpowiedzi (swoje oraz innych) na Twoje zachowanie; afirmacje i analizowanie swojego wnętrza. Jest na to wiele frameworków.
Nie istnieje metoda uniwersalna (nie znam). Istnieją uniwersalne zasady, jak osiągnąć porażkę. Framework usuwa jak najwięcej elementów gwarantujących porażkę.
Usuwamy przeszkody, żebyś mógł łatwo realizować cel. Aby mózg uznał, że skoro realizujesz cel, to zmieniasz tożsamość na kogoś, kto umie realizować.
Przykład: chcesz być wiolonczelistą → usuwamy przeszkody, które stoją na drodze, żebyś codziennie ćwiczył → ćwiczysz, gra zaczyna brzmieć → po jakimś czasie stajesz się wiolonczelistą → dopiero tu zaczyna się prawdziwa praca, ale startujesz z innego punktu.
Jak nie robić rzeczy
- Tworzenie ogromnych celów i przeładowywanie się za każdym razem, jak go realizujemy.
- Poddawanie się głosowi, który mówi Ci „już i tak tyle zrobiłeś, odpocznij”.
- Budowanie dowodów na to, że „nie dowozisz”, zamiast że dowozisz.
- Nierobienie tego, co mówisz, że zrobisz.
- Robienie rzeczy nieprowadzących Cię do celu (robienie logotypu; mówienie o tym; przygotowywanie się).
Niektóre strategie zaprzeczają sobie. To nie znaczy, że są nieskuteczne.
Jest wiele dróg do osiągnięcia identycznego celu.
Motywacja to ściema. Potrzebujesz → dyscyplina + taktyka
Będąc zależny od motywacji, robisz TYLKO jak jesteś zmotywowany (to czynnik, na który nie masz wpływu).
Triggery, wyzwalacze nawyku i przyklejanie nawyku do innych nawyków:
- Nie budując nawyków, budujesz nawyk „niebudowania nawyków”.
- Nawyk najłatwiej przykleić do istniejącego nawyku (bo on już jest; używasz metody zhackowania, bo łatwiej rozbudować nawyk, niż tworzyć nowy).
„Jak robić rzeczy” (tworzyć nawyk itp.) i „jak być w czymś dobrym / szybko się uczyć” to dwa oddzielne tematy.
2). Framework (mięcho)
Bodziec do zmiany. Ludzie zaczynają się zmieniać, gdy:
- Dojdą do dna.
- Gdy zobaczą wystarczająco dużo inspiracji.
- Gdy nauczą się wystarczająco dużo w danym temacie.
- Gdy otrzymają tyle, ile mogą unieść.
Ustal cel (co chcesz zrobić?).
Ma być: mierzalny, określony w czasie, możliwy do osiągnięcia. + Ambitny!
Ustal blok czasowy na codzienną realizację tego celu.
Wpisz go do kalendarza (stały slot).
Kiedy przyjdzie realizacja, będziesz szukał wymówek, żeby go nie zrobić. Po to ustalasz realizację wcześniej i realizujesz na zimno.
Przykład: jeśli to cel związany np. z osiąganiem czegoś, czego nie umiesz, to to, co robisz w slocie czasowym, to zastanawianie się, czego musisz się nauczyć, żeby to zrobić.
- Wchodzisz na tajną stronę: https://www.google.com/ i zaczynasz pytać, notować, uczyć się w czasie slotu.
- Bierzesz kartkę / otwierasz docsy, stawiasz kropkę, myślnik itp. i ją uzupełniasz.
Przejdź do realizacji celu.
1). Małe kroki, żeby nie było wymówki na nierobienie ich.
Małe kroki = dowody na to, że „jednak” jesteś sportowcem, „jednak” jesteś biegaczem, „jednak” jesteś pisarzem itd. Przy odpowiedniej liczbie dowodów tożsamość sama się zmieni. Mózg sam się dostosuje.
Jeśli trafisz na ścianę, idź po minimum: „idę biegać na 5 min. zamiast 15”. Jak zaczniesz, to przebiegnij potem jeszcze jedną minutę, a potem kolejną. Używaj pomniejszania tylko jeśli musisz (nie przyzwyczajaj się).
2). Zmień ramy → zmniejsz pętlę sprzężenia zwrotnego.
Wyrób poczucie, że wygraną jest codzienny trening, a nie wygrywanie.
Przykłady:
- W byciu najlepszym w koszykówkę zrób taki zabieg w mózgu, żeby codzienny trening i to podstaw był Twoją wygraną (tak robił Michael Jordan, codziennie zaczynał trening od podstaw, czyli podań, kozłowania, rzutów itp.).
- W byciu najlepszym w robieniu YT wygraną powinno być napisanie kawałka scenariusza, nagranie filmu. Nie liczba wyświetleń.
- W byciu najlepszym skrzypkiem wygraną powinny być codzienne zagrane melodie bądź ich części, lub płynne przechodzenie podczas treningu między dźwiękami, lub coś jeszcze mniejszego, a nie wielkie utwory.
- W nauce języka wygraną powinna być przeczytana 1 str. książki w innym języku lub 1 nowy wyraz itd.
Mała pętla: wygrana (w postaci zrobienia tego danego dnia) → dopamina → motywacja → wygrana (taka pętelka).
Wygrana w meczu czy zrzucenie wagi (osiągnięcie celu) nie powinno Cię dziwić i nie ekscytować. Wygrana ma być czymś normalnym, wynikać z wysiłku włożonego w trening.
Nie dawaj innych nagród (nagrodą jest robienie).
Eksperyment: dzieci rysują z własnej woli → zaczynamy dawać za to nagrody → sporo z nich przestaje rysować, bo przestaje sprawiać przyjemność (z powodu nagrody). Cialdini już mówił o tej zasadzie, kiedy opisywał metodę skłaniania zniewolonych żołnierzy do kolaboracji.
3). Hamuj się przed robieniem więcej.
- Nie rób więcej, dopóki nie zaliczysz „21 dni” robienia.
- Jak nie możesz, to np. zwiększ prędkość biegania, nie zwiększaj czasu treningu.
- To ma być: „odhaczyłem, czekam na kolejny dzień, odhaczyłem, czekam na kolejny dzień”.
4). Codzienna realizacja.
Nieważna jest długość. Tworzysz nawyk, nie uda się, jeśli nie będzie codzienne.
5). Nie mów nikomu, że robisz, zanim nie zrobisz „21 kroków”.
Mówisz, że robisz = strzał dopaminy, mózg myśli, że coś zrobił → to nieprawda!
Dużo pozornych działań = możesz nie dojść do początku realizacji prawdziwych kroków.
6). Usuń „sztuczne” dopaminowe strzały, aby stworzyć „ssanie” na cel.
Codzienne kroki dają dopaminę. Dopamina z innych źródeł = możesz nie mieć ssania na realizację TEGO, konkretnego celu.
Powoli usuwaj inne nawyki, jeśli dobrze idzie, nie przesadzaj (może być odwrotny skutek, zgodnie z pkt. 1).
Nie rób „wirtualnych kroków”. Rób kroki rzeczywiste.
7). Nie planuj, tylko rób.
Duże planowanie odciągnie Cię od celu.
Możesz osiągnąć sam, ale profesjonalista może zastąpić część planowania, której nie chcesz na początku.
Przykład z życia, 2 sposoby na osiąganie tego samego:
- Codzienna siłownia → codziennie identyczne ćwiczenia → nie musisz dodatkowo myśleć.
- Codzienna siłownia z trenerem → codziennie On dba, co robisz → nie musisz dodatkowo myśleć.
Trener będzie cisnął, żeby trening był 3 razy w tyg., był dłuższy. Tworzysz nawyk → dostosuj do tego trenera, nie na odwrót.
8). Śledź proste dane.
Jeśli śledzisz za dużo = skupiasz się na tworzeniu bazy danych (a nie robieniu). Uprość na siłę przez pierwszy miesiąc.
Do celu dokładaj składowe, POWOLI.
Suma składowych będzie z czasem pozornie niemożliwa. Dla Ciebie będzie to proste, jednak ciężko zacząć od takiego pułapu i kontynuować.
Dokładaj kolejne cegiełki, gdy poczujesz, że jesteś z nim zintegrowany, kiedy nie wytrzymujesz, gdy coś zabrania Ci realizować nawyk.
Nie dokładaj składowej, jeśli poprzednia nie jest ustabilizowana i nie działa!
Powtarzaj, co działa, i zwiększaj skalę, zamiast robić nowe. Klienci (i Ty też) nie potrzebujecie nowych funkcji, tylko więcej tego, co się sprawdza.
Będzie Cię kusiło robić nowe, bo poprzednie opanowałeś. Dobra cecha, jednak nie słuchaj tego głosu zbyt szybko, bo on próbuje Cię oszukać.
Profesjonalista robi jedną rzecz i wokół dobudowuje kolejne, ale dopiero jak jest ustabilizowana, pomierzona, przewidywalna i ją rozumie. Mało doświadczeni specjaliści nadpobudliwie mówią o setce rzeczy do usprawnienia. Jakość > ilość.
Początek i koniec są przyjemne. Środek musisz opanować do perfekcji. Brutalny środek.
Przyjemność z drogi przyniesie Ci szczęście i ukojenie.
Do celu powinieneś dojść powoli, ale gładko, bez szumu, ciężką pracą, jednostajnym tempem (chcesz być anonimowy i bogaty, nie sławny i biedny, mówi to typ, który mówi o tym, kręcąc YouTuba).
Po tygodniu pomyślisz: „jednak jestem w stanie coś zrobić”. Po 150 dniach myślisz: „jestem kurwa skałą”.
Przewartościowujemy efekty, jakie możemy osiągnąć w krótkim czasie, i niedowartościowujemy efektów, które możemy osiągnąć w długim czasie.
Efekty nie pojawią się od razu. Trend, jak się pojawi, będzie liniowy lub wykładniczy.
Standard i Kaizen (mała zmiana na lepsze) to dwie strony tej samej monety.
Bez standardu nie masz co ulepszać, improwizujesz. Zrób standard, potem go ulepszaj.
Po osiągnięciu celu (np. zrzuceniu 30 kg jak ja) możesz zmniejszać częstotliwość nawyku, ale lepiej będzie zmniejszyć jego intensywność.
Lub postawić sobie nowe, już nierealne (z punktu widzenia początkowego) cele. Np. zmniejszyć tkankę tłuszczową do 5%, czy robić 200 pompek w jednej serii, lub nagrać 50 filmów w ciągu dnia na YT itd.
Dźwignie → największy boost.
Nie ucz się od najlepszych, tylko od najszybciej osiągających cele w dziedzinie. Oni wiedzą, które 20% daje 80% efektów.
Patrz wyżej na triggery (pkt. 7 w założeniach): przyklejanie nawyków do istniejących nawyków.
Nastawienie na stałość i zmienność
Przeczytaj „Nową psychologię sukcesu”. W skrócie, wg jej badań, 2 nastawienia: na zmienność (rozwój) i na stałość (obrona ego).
Nastawienie na zmienność. To wiara, że potrafisz się zmienić i nic nie jest stałe. Bez niego wdrożysz skutecznie framework, ale będzie Ci trudniej.
Nastawienie na stałość. Potrafi sprawić, że zaniechamy treningów (trenując pokazujemy słabość → atak na ego). Sprawia, że nie próbujemy trudniejszych zadań (możemy osiągnąć porażkę → atak na ego).
Nastawienie da się zmienić (chyba, że w to nie wierzysz). Nastawienie jest procentowe, a nie zerojedynkowe.
Wzmacniaj nastawienie na rozwój:
- Zamiast mówić „wygrałem, bo jestem wspaniały”, mów „wygrałem, bo włożyłem mnóstwo pracy w zadanie”.
- Zamiast „jestem od Niego lepszy”, mów „od każdego mogę się czegoś nauczyć”.
- Zamiast „jestem już w tym wystarczająco dobry”, mów „ta rzecz stała się moją podłogą, była sufitem, gdzie jest kolejna?!”.
Przy nastawieniu na stałość framework na osiąganie celów wygląda inaczej (niżej przykładowy, „po macoszemu”).
- Od razu realizujesz główny cel, omijasz półśrodki.
- Jeśli nie dasz rady, to pewnie poszukasz wymówek na zewnątrz (wiatr źle zawiał itp.), żeby obronić ego (to nastawienie zużywa większość energii na obronę ego).
- Powiedz wszystkim o celu, zanim zaczniesz realizować, żeby ego nie pozwalało Ci zaprzestać realizacji (będzie wstyd, jak nie dasz rady).
- Realizujesz cel „na agresora” i powtarzasz sobie, że jesteś nieśmiertelny, „ja nie dam rady?”.
Ta strategia jest ryzykowna, czasem się udaje. Kiedyś rzuciłem nią palenie na rok (potem użyłem innej).
3). Inne przemyślenia (nieuporządkowane i okrojone)
Niedawno ktoś powiedział mi: „Rozwój jest piękny, ale tylko jeśli nie jest nawykowy, tylko ma jakiś cel”. Zrób ze swojego celu coś więcej. Nie wiem, czy się z tym zgadzam, ale ciekawa myśl.
To, że ktoś powie, że jesteś wymiataczem, może Cię zmotywować. Ale to, że ktoś w Ciebie wierzy w momencie, gdy Ty masz przeciwny obraz siebie, nic nie zmieni. Dlatego olej zewnętrzną motywację. W momencie, kiedy jesteśmy na dnie, nie przyjmiemy diagnozy innych mówiącej, że jesteśmy super, i dobrze. Wykorzystajmy to dno najlepiej, jak się da, czyli odbijmy się od niego.
Zmiana musi boleć. Po pierwsze bzdura, a po drugie, jak musi, to zadaj sobie ból i się zmień.
Wygrani oczekują, że będzie ciężko, przegrani oczekują, że będzie łatwo. Obaj dostosowują do tego poziom wysiłku.
Istnieją badania udowadniające, że nasza energia zużywana w ciągu dnia jest zależna od percepcji postrzegania wielkości danego zadania [potrzebny przypis, do odgrzebania]. Czyli jeśli myślimy, że zadanie jest trudne, to zużyjemy na nie więcej energii niż w momencie, w którym uważamy, że jest proste, mimo że to to samo zadanie.
Jeszcze tego nie mam przemyślanego, ale zauważyłem, że jak ćwiczę ze słuchawkami, słuchając czegoś (odcinając się od biegania), to moje efekty są dużo lepsze. Do tego stopnia, że jak ich zapomnę, to pod koniec treningu czuję, że się poddam (a to np. pułap bezproblemowy od miesiąca). Odcięcie, wpadnięcie w pewien trans pomaga. Zgaduję, że to jest powiązane właśnie z nastawieniem na odpowiedni poziom trudności. Warte eksploracji.
„Wolno znaczy płynnie, płynnie znaczy szybko” to zaśpiew jednostek specjalnych Marines. Sam wyciągnij wnioski.
Sztuka robienia to po prostu pilnowanie, żeby robić to, co mówisz, i mówić to, co zrobisz.
To, kim czujesz, że jesteś (nieważne, czy w zaprojektowany sposób, czy spontanicznie), a to, kim naprawdę jesteś, to mogą być zupełnie inne rzeczy (i kto jest upoważniony do tego, żeby w tej sprawie być sędzią), ale to już inna opowieść.
Masz dwie ścieżki:
- Pracuj nad rzeczywistością w najprostszy możliwy sposób, a Twoja psychika się dostosuje (stworzy nową tożsamość). Lub
- Pracuj nad psychiką i postrzeganiem rzeczywistości, a nie rzeczywistością (pewnie lepiej nad postrzeganiem rzeczy, na które nie masz wpływu).
Stosując te dwa podejścia stajesz się „antykruchy”, bo masz mocny fundament tożsamości i krocząc przez życie, mało co będzie Cię zmieniać, ale jak już Cię zmieni, to na lepsze.
Łatwo „pokonywać” innych, dając sobie dużo więcej „podejść” niż oni sobie. Niepoddawanie się jest właśnie budowaniem miażdżącej przewagi nad innymi. A właśnie nad tym tu pracujemy: jak się nie poddawać.
Osiąganie wg Simona Sinka.
- Żeby coś osiągnąć, potrzebujesz dyscypliny, musisz to robić cyklicznie.
- Nie potrafisz przewidzieć, kiedy przyjdą efekty, więc to musi być długotrwałe.
- Musisz tylko uwierzyć w proces, że działa, i przylgnąć do niego, i nie dać się oderwać (jak się oderwiesz, to nic, rób w tym miejscu mocniejszą „przylgę”).
I to wszystko.
Myślę, że to bardzo „techniczne” podejście do problemu to dopiero drugi krok. Żeby to wszystko się udało, to niezbędnym wydaje się odnalezienie wyższego celu w tym, co chce się zrobić. Bo jeśli nie wierzysz, że istnieje jakiś cel (niematerialny) w tym, co robisz, to i tak żadne techniki tego nie zmienią i będziesz się męczył. Celem oczywiście może być Twój rozwój, ale zdecydowanie lepiej, gdyby miał szerszy kontekst (np. stawanie się lepszym, bo wierzę, że jeśli każdy tak zrobi, to świat będzie lepszy w całości; wierzę, że rasa ludzka może być lepsza w krótką chwilę, niż jest obecnie, i stanę się tego przykładem).
PS. Wykorzystałem ten framework do zrobienia tego materiału.
Wrzutnia
To jest miejsce, gdzie „wrzucam” swoje myśli do wdrożenia ich w ten framework. Działam tak z każdym dokumentem, który tworzę.
Nowe wymiary do dołożenia do frameworku:
Kolejny wymiar to posiadanie przekonania, że przeskoczy się przeszkody.
- W książce „Flow” autor opisuje młodą prawniczkę, która tak wkręcała się w risercz, że zapominała jeść. I ona, mimo że momentami sfrustrowana, kodowała, skąd wynika frustracja, i była przekonana, że w końcu wpadnie na dobrą strategię obrony Klienta.
- To mi się wiąże ze świadomością krzywej uczenia się oraz przekonania, że to liczba godzin treningu sprawia, że jesteś lepszy, a nie jakieś talenty czy inne gówno, które najprawdopodobniej nie istnieje.
Wydaje się, że zasadnicza różnica w osiąganiu czegoś lub nie, rozwijaniu danej umiejętności, pojawia się (na plus), kiedy naprawdę chcemy opanować tę umiejętność.
Przykładowo Pankracy mówił w jednym odcinku, że w końcu angielskiego nauczył się, bo po prostu zaczął bardzo tego chcieć.
Określanie celu, zapisywanie go (fałsz) i dysocjacja od niego.
Zapisywanie celu może nas od niego odsunąć (wbrew wymyślonym badaniom, które wszyscy cytują; te badania nie istnieją).
Intensywne myślenie o celu może nas od niego oddalić (i tak raczej będzie). Wizualizacja go obniża motywację, a nie ją podwyższa (wiele badań o tym mówi; jest to odwrotne do przekonań większości „guru od rozwoju”, ale nauka jest tu bezlitosna).
Mechanizm działa tak: myślę intensywnie o celu, wizualizuję go itp. → dostaję dopaminę, a mózg nie odróżnia tego, czy pracowaliśmy nad celem, czy nie → czujemy, że coś zrobiliśmy, ale tak naprawdę nie zrobiliśmy nic.
Inaczej jest u sportowców, ale zauważ, że tam nie wizualizujemy celu w postaci „pucharu”, tylko np. wizualizujemy, jak „zrobić salto”, „wrzucić piłkę do kosza”, „wiosłnąć wiosłem” itp. itd. Czyli ta wizualizacja to część treningu nad krokiem, a nie celem samym w sobie. I to jest ok, i to działa.
Cele mogą być wewnętrzne lub zewnętrzne.
Wewnętrzne (poczucie misji zrobienia czegoś dla siebie; osiągnięcia jakiegoś stanu; poprawienia czegoś na świecie) lub zewnętrzne (samochód, willa, basen, helikopter itp.).
Okazuje się, że jeśli fiksujesz się na zewnętrznych, rzadziej je osiągasz (są badania, które to potwierdzają: potrzebne źródło, serio).
Kiedy masz cel wewnętrzny, to łatwiej do niego „docierać” (nie: dotrzeć) oraz, przy okazji, jest większe prawdopodobieństwo, że osiągniesz również te „zewnętrzne”. Warunek jest taki, że tego nie da się udawać i oszukiwać (długo dochodziłem do tego, żeby zrozumieć, co to znaczy oszukiwać w tym kontekście, bo długo sam to robiłem).
Określone cele niekoniecznie powinny być określane w formule SMART.
Głównie chodzi o niekatowanie się czasem, w którym się je osiąga.
Najefektywniejsze wydaje się określenie czegoś, do czego się dąży, i dążenie do tego, żeby zwiększać tego skalę.
Przykład: chcę, aby każdy w Polsce miał dostęp do rzetelnych, sprawdzonych (legitnych) informacji dotyczących tego, jak robi się biznes, za darmo, i żeby to było najlepsze możliwe źródło dla nich (nawet porównując do najdroższych źródeł, jakie istnieją).
- Można nad tym pracować, zwiększając jakość w nieskończoność. Czyli dać za darmo lepsze materiały, niż są w płatnych kursach, studiach czy innych miejscach, i znajdować znów coraz lepsze, i dostarczać jeszcze lepsze.
- Można też zwiększać np. zasięg w nieskończoność (może każdy Polak stanie się kiedyś „każdym ziemianinem”, a potem „mieszkańcem układu słonecznego”, a potem „naszej galaktyki” itd.).
Chcesz lepsze treści w przyszłości? Subskrybuj kanał i zapisz się na listę.